Znajomość kraju często ogranicza się do wycieczki po stolicy. Nie inaczej jest w przypadku Litwy. Nie musimy zaglądać do statystyk, żeby wiedzieć, że Polacy kochają Wilno. Natomiast obraz pozostałej części Litwy rysuje się w oczach raczej inwokacją Mickiewicza: "Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie...".
Owszem, większość kraju nadal tworzą zielone łąki, pagórki leśne i pola malowane zbożem, a błękitny Niemen niesie swe wody do Bałtyku. Ale od wejścia do UE Litwa również szybko poszła do przodu pod względem technologii (najszybsze wi-fi świata i 10. miejsce na liście Fintech) oraz tworzenia gustownych i zrównoważonych miejscówek dla Gości.
A więc od której strony się do tego kraju zabrać i czego się spodziewać? Poniżej dzielimy się z Wami naszymi wrażeniami na temat Litwy i piszemy o dobrych rzeczach, które możecie w niej odnaleźć.
Jeśli na sam widok drzew odzyskujecie chęć życia, a nocne szmery lasu działają na Was niczym appka ułatwiająca zasypianie - Litwa jest dla Was. Opis 80% litewskich miejsc na Slowhopie zaczyna się od “znajdujemy się w lesie”. Mogą występować jeszcze wersje “w lesie nad jeziorem”, “w lesie nad rzeką” i “w lesie nad morzem” - ale i tak przygotujcie się na to, że w pobliżu nie odkryjecie śladów innych niż sarnie i zajęcze. Tereny porośnięte iglastymi drzewami są tu tak wszechobecne, że kupno działki w kompletnej dziczy jest dla litewskiego Gospodarza tak samo zwyczajne, jak dla polskiego renowacja kolejnej stodoły.
Górną półką wśród miejscówek są te, które schowały się jeszcze głębiej niż pierwsze dziesięć km lasu: w puszczy lub na pograniczu najbardziej nieprzeniknionych lasów pierwotnych (do takich należą np. Labanoras we wschodniej Litwie, Punia i Raigardas na południu).
Zdaniem Slowhopa:
Spędzenie kilku dni sam na sam z lasem to doświadczenie, które warto przeżyć. Bez miejskich hałasów w ciągu dnia i sztucznego oświetlenia w nocy. Potraktujcie ten eksperyment z ciekawością, a w zamian możecie odkryć w sobie nieznane dotąd moce.
Na zdjęciach domki: Cocodeno, Luna, Getaway to Forest Cab i Brendis
Jezioro, staw, rzeka, przerębla, gorące bąbelki, para wodna. Czy wasze baterie też ładują się energią wody jak nasze, a perspektywa popołudnia spędzonego w wirującej balii powoduje wyrzut hormonów szczęścia?
Tak jak i las, woda - w różnych postaciach - jest jednym ze stałych elementów wakacji na Litwie. Na tak mały kraj (pięć razy mniejszy niż Polska) jest tu prawie 6000 jezior, 1000 dużych sztucznych zbiorników wodnych i ponad 30 000 rzek i strumieni. Szczególnie bogate w wodę obszary znajdują się na północ i na zachód od Wilna. Pewnie to nie przypadek, że mapa litewskich miejsc na Slowhopie jest najgęściej oznaczona właśnie w tych dwóch obszarach.
Tyle o wodach powierzchniowych na Litwie. Bo drugim punktem obowiązkowym litewskiego programu są kąpiele w wodach podziemnych, tzn. w solance. Zasoby tej cudownej cieczy są rozległe i mają niezwykłą moc składników mineralnych (5600 mg/dm3). Ciepła kąpiel solankowa jest dobrą alternatywą na zimę dla tych, którzy nie przepadają za morsowaniem. Zainteresowanych kierujemy do wybranych przez nas miejsc w okolicach uzdrowisk Druskienniki i Birsztany.
Zdaniem Slowhopa:
Niedaleko Kłajpedy jest niezwykle miejsce, w którym możecie liczyć na kąpiel w powietrzu - okrągłe namioty, zawieszone na drzewach razem z baliami! A może dacie się zaprosić do mongolskiej jurty w wersji upgraded in Lithuania? Balia występuje tu jako zamiennik wanny, więc możecie korzystać do woli i bez wyrzutów sumienia.
W wielkim uproszczeniu Litwę można nazwać lekko pofalowaną równiną, po której przyjemnie chodzi się pieszo i bez trudu jeździ rowerem. Nie spotkacie tu ani jednego wzgórza, które przekroczyłoby 300 metrów n.p.m., a o prawdziwych górach nie ma nawet mowy. Zobaczycie natomiast coś, co nie jest aż tak zwyczajne dla polskiego oka: dużą liczbę grodzisk - pagórków pozostałych po obronnych budowach, pogańskich świątyniach i grobach z czasów przed chrystianizacją Litwy.
Prawdopodobnie każde miejsce, do którego się wybierzecie, będzie miało w okolicy jeden lub kilka takich kopców. Na szczyt często prowadzą schodki, aby można było podziwiać okolice. Niektóre mogą być naprawdę olbrzymie, inne - mało imponujące, ale jak się pomyśli, że zostały usypane w epokach brązu i żelaza, to aż dziw, że przetrwały do naszych czasów. Na terenie całego kraju zachowało się ich około tysiąca - w stosunku do powierzchni kraju jest to największa gęstość na świecie.
Zdaniem Slowhopa:
Warto zapytać u Gospodarza, czy poleca jakieś grodzisko w okolicy. Za najpiękniejsze w południowej Litwie uznaje się kopce w Liszkowie i Mereczy (z panoramiczym widokiem na Niemen), na Żmudi - Szatriję i Miedwegole, w środkowej części kraju - Pypliai w okolicach Kowna oraz rezerwat w Kiernowie, zwany Litewską Troją, na który składa się pięć pięknych pagórków.
Litwa jest małym krajem z duszą wielkiego wojownika. Wystarczy popatrzeć chociażby na symbole głównych miast kraju: Żelazny Wilk (Wilno) i Leśny Tur (Kowno). Litwini są dumni z tego, że byli pierwszą związkową republiką, na której połamał sobie zęby ZSRR. Na liście powodów do dumy są także bitwa pod Grunwaldem (litewska nazwa brzmi jako Žalgiris), wygrana w koszykówkę z reprezentacją USA (2004) oraz wejście do UE w tym samym roku.
Z trzech stron otoczona przez kultury słowiańskie, Litwa zachowała swoją bałtyckość. Wbrew powszechnemu w Polsce przekonaniu, język litewski ma więcej wspólnego z łaciną i sanskrytem (język praindoeuropejski), niż z najbliższymi sąsiadami. Ale to nie oznacza, że grozi wam bariera językowa nie do pokonania. We wschodniej i południowej Litwie łatwo jest spotkać osobę, która rozumie po polsku; w częściach zachodniej i północnej można dogadać się po angielsku.
Zdaniem Slowhopa:
Aby poczuć się na Litwie "po swojsku", pamiętajcie, że tu zupełnie normalne jest zwracanie się do nowo poznanej osoby po imieniu: Asta, Marius, Algis. Nie oznacza to jeszcze przechodzenia na Ty, ale pomaga szybciej pominąć typowo polski dystans społeczny.
Zdjęcia: fani klubu Žalgiris | litewski dyskobol Virgilijus Alekna
Nadchodzi długi czerwcowy weekend i znowu pięćdziesięciokilometrowe korki ustawiają się na polskich drogach twarzą w kierunku morza. Godziny oczekiwania w upale, aby przez kilka dni cieszyć się skrawkiem rozgrzanego piasku, zimną wodą, słonym powietrzem, widokiem sosen i bliskością innych szczęśliwców, którym udało się wbić swój parawan obok.
Jeśli kiedyś będziecie chcieli spróbować czegoś innego - z równie zimną wodą, słonym powietrzem i pięknymi sosnami, ale z o niebo lepszą widocznością dookoła - rozważcie Bałtyk z poziomu Litwy. Tak, jest dalej, ale my po pierwszym rzucie oka stwierdziliśmy, że podróż jest warta świeczki.
Litewskie wybrzeże w skrócie to: mniej straganów, badziewia i reklam na słupach; więcej przestrzeni dla oddechu, więcej ogólnie pojętej estetyki oraz nieziemsko piękne wędrujące wydmy (zabytek na liście UNESCO).
Zdaniem Slowhopa:
Wyjazd nad litewski Bałtyk można połączyć ze zwiedzaniem Kłajpedy (miasto w sam raz na rowery), z wycieczką promem na Mierzeję Kurońską, udziałem w lokalnych festiwalach ryb lub balansowaniem na desce do SUPa, wind- lub kitesurfingu.
Typowa odpowiedź na pytanie o litewską kuchnię to “sękacze i kartacze”. Bardziej doświadczeni dodadzą, że kartacze to po litewsku cepeliny, że dobrze smakują litewskie nalewki, piwo i chleb i że na Litwie można jeszcze spróbować gotowanych świńskich uszu z grochem (tu zazwyczaj słyszymy brrr, okropność!). Prawdziwi znawcy dopiszą do listy tradycyjny ser z jabłek (który kiedyś był dostępny tylko u babci na bazarku, a teraz gości nawet w sieciowym markecie "Iki"), twardy "Džiugas", kindziuk "Skilandis", litewski chłodnik o nietypowej różowej barwie i małe serki na słodko.
Owszem, wszystkie te wymienione rzeczy są przez Litwinów nadal lubiane i nie trzeba daleko chodzić, aby ich spróbować (z wyjątkiem może sękacza i kartaczy, bo jako dania czasochłonne i wymagające ręcznej pracy są przygotowywane tylko w niektórych restauracjach).
A jednak Litwini (szczególnie ci powracający z emigracji) twardym krokiem wchodzą na ścieżkę zdrowszego, bardziej sezonowego - i co nas bardzo cieszy - kreatywnie przemyślanego jedzenia. Zamiast kopiować bliskowschodnią czy włoską kuchnię, adaptują ją. Mozzarellę w pizzy zastępują litewskim serem z kminkiem. Szakszukę dosmaczają kurkami. Lazanię zapiekają w płatach z cukinii...
Zdaniem Slowhopa:
Jeśli uda Wam się trafić do Kurorto namas, poznacie litewską mistrzyni sezonowej kuchni, Renatę. W restauracji Palaima doświadczycie połączenia szwajcarskiej, litewskiej i francuskiej kuchni, a u Grety spróbujecie domowych wędzonych serów. Wielu Gospodarzy zaproponuje wam ziołowe herbatki własnej roboty i miód od sąsiada. Prawdziwą "kopalnią" lokalnych produktów mogą okazać się małe bazarki (lit. turgus) - polecamy syrop z rokitnika, domowe wędliny i małe różnokolorowe pomidorki.
Zdjęcia: kemping Sunny Nights