10 miejsc idealnych na workation

10 miejsc idealnych na workation

dla tych co lubią łączyć pracę z przyjemnością

Jeszcze zanim pandemiczna rzeczywistość zmieniła nasz świat i sposób pracy, wyjechaliśmy ze Slowhopem na pracokacje. Zmieniliśmy nie tylko otoczenie. Biurka zamieniliśmy na kawiarnie, krzesła na leżaki, a biuro na jakikolwiek kąt do pracy, byle z zasięgiem i z widokiem. Okazało się, że bliskość wody, słońce i ciekawość otoczenia mogą podkręcać produktywność. Nikt nie zawalał, nikt się nie ociągał. Rok 2020 wyprodukował całą masę cyfrowych nomadów. Zdalna praca – przywilej kiedyś zarezerwowany tylko dla freelancerów, dziś okazuje się być opłacalnym systemem pracy dla wielu zaskoczonych tym firm. Już wiele lat temu eksperci od podróżowania wieścili wzrost popularności pracokacji, czyli wyjazdów służbowych połączonych z wypoczynkiem. Dziś workation albo inaczej “bleisure”, to niekoniecznie długodystansowe wycieczki na drugi koniec globu. Skoro całe dnie spędzamy w domu przed komputerem, a dzieci przed meetsami, czemu nie robić tego w przyjemniejszych okolicznościach przyrody? Wybraliśmy 10 wyjątkowych pensjonatów, agroturystyk, kameralnych hoteli i domków, ze śmigającym WIFI, w których etat smakuje wyśmienicie. Chcecie więcej? Tutaj znajdziecie całą bazę miejsc idealnych na pracokacje. Możecie też skoczyć tutaj do świeżutkiego zestawienia topowych miejsc w sam raz na workation solo (albo z rodziną).

Dawna szkoła w Izerach z goframi na śniadanie

Chcę to dla całej rodziny

O tutaj Ola i Marcin byli z dzieciakami na workation w październiku. Ciężko o lepszą rekomendację. Ale dodamy, że Kwieci przemawia do nas również śliniankami. Na przykład ciastem dyniowym z karmelem. Nie martwcie się o pożywienie, można śmiało wpadać w wir pracy i wciągnąć obiad dopiero wtedy, kiedy burczący brzuch poruszony zapachami z kuchni przywoła was do porządku. Dom zbudowany w 1913 r. służył kiedyś za szkołę ewangelicką, dziś w 60 metrowej, dawnej sali lekcyjnej, można rozłożyć się na kanapie, wygodnie wyciągnąć kończyny, cały dzień popijać kawkę i zasuwać z projektami aż się będzie kurzyło. Motywator na czele z Izerami czekać będzie za drzwiami. Zdaniem Slowhopa: Pracujący zapraszamy do salonu, tam nie będzie problemów z internetem. Tylko 15 min. drogi od uzdrowiska Świeradów Zdrój i 30 min. od Szklarskiej Poręby, Karpacza oraz Jakuszyc (stolica narciarstwa biegowego). Weźcie dzieciaki, dają gofry na śniadanie. Można z pieskiem.

„To pierwsze miejsce poza domem, w którym zaraz po wejściu czujesz się... jak w domu. W salonie jest ciepło nawet bez rozpalonego kominka, jest kolorowo, smacznie i błogo. Idealne miejsce, trochę na końcu świata, żeby uciec od zgiełku dużych miast. Kwieci może być zarówno dobrą bazą wypadową, by zwiedzać perły Dolnego Śląska, jak i celem podróży samym w sobie. Gospodarze przemili, otwarci i pomocni. Smaczne i nienudne domowe śniadania, ponadto dostępne jest na miejscu regionalne wino i piwo, a także cała masa smakowitości zamkniętych w słoikach. Lepiej byś nie może, my wrócimy tam na pewno!”

Zabytkowe meble, sauna i konie na własnej stajni

Chcę tę saunę!

Mamy tu historię mocno rozciągnięta w czasie, która swój początek miała jeszcze w latach 80-tych. Zanim Agro-Pustelnik zaczął przyjmować gości w jego miejscu Małgosia i Tomasz prowadzili zakład stolarski, w którym odnawiali antyczne meble. W 2011 przyszedł czas zmian, zwinęli stolarnie a zabytkowe meble ustawili w pokojach przyszłych gości. I powiemy Wam jedno- ależ tam jest pięknie! Jeśli lubicie domostwa z historią, wiekowe meble i prawdziwe jedzenie- będziecie zachwyceni. Zamieszkać można w jednym z 9 pokoi albo w samodzielnym domku z kuchnią letnią i sauną, a w przerwach między projektami wsiąść na koń bo Agro-Pustelnik ma własną stajnie zamieszkałą przez konie w liczbie 5, jednego kucyka, 5 krów szkockich i osiołka. Koniecznie weźcie dzieciaki! Zdaniem Slowhopa: W ramach pracokacji i pobytów min. 5 dniowych można skorzystać jedzonka na wypasie (dodatkowo płatne). Do dyspozycji gości samogotujących są aneksy.

„Wspaniałe miejsce na wyciszenie się, relaks i ucieczkę od miasta. Sam domek jest bardzo klimatyczny, a teren w około cieszy i napawa pozytywnymi emocjami. Można w tym miejscu naprawdę odpocząć. Pozachwycać się przyrodą i zwierzętami. Byliśmy 5 osobową rodziną. Jesteśmy bardzo zadowoleni i na pewno chcielibyśmy jeszcze kiedyś tam pojechać. Dziękujemy.”

Kresowa kuchnia i żurawie nad Biebrzą

Chcę te konie!

Ważny adres dla gastroturystów, grup jogowy i koniarzy. Zanotujcie. Jeszcze Podlasie, ale już prawie Mazury. Do Zagrody Kuwasy strony należy przyjeżdżać koniecznie z pustym bagażnikiem i pustym brzuchem. Byliśmy, wiemy co mówimy. Jest przytulnie, autentycznie, pysznie i koniecznie zdrowo. Są zupy na zakwasach i domowych przecierach, czary wegańskie i wegetariańskie, ale też kołduny i kartacze. Zagroda przytulona do Biebrzańskiego Parku Narodowego gwarantuje niezwykłe plenery przyrodnicze 365 dni w roku: klucze żurawi, epickie rozlewiska i niebo tak ciemne, że nie trzeba wprawnego oka by zobaczyć drogę mleczną. Przyjeżdżają tu grupy jogowe (jest sala do ćwiczeń), ludzie zakochani w Biebrzy i kresowej kuchni, a potem wracają z dobrociami zamkniętymi w słoikach. I można posmyrać konika. Zdaniem Slowhopa: Jeśli lubicie meble na wysoki połysk i dźwiękoszczelne posesje wybierzcie inne miejsce. Tutaj zdarzają się grupy zorganizowane (głównie latem), bo miejsca w Zagrodzie jest całkiem sporo. Można z pieskiem.

„Dawno tak nie wypoczęłam jak w Zagrodzie. Bardzo miła obsługa, właścicielka krążąca wokół gości, ale na pewno nienachalnie, wyczuwa jak ktoś chce sobie popatrzeć samotnie przez 2 godziny w kominek stojący w głównej jadalnio/bawialni. Ta sala to w ogóle fajne miejsce, na środku stół z przepysznym jedzeniem, wokół stoliki, jest i kominek i bar. Dzieci biegają, rodzice piją sok z buraka, albo brzozy albo wino:), czułam się tu bardzo swobodnie. Pokoje czyste i ładne, widok z okien boski nawet przedwiośniem. Wokół zagrody mnóstwo rzeczy do zrobienia, udało się tylko kilka, wiec na pewno wrócę chociażby po to żeby zobaczyć łosie.. tym razem nie wyszło, za dobrze się spało..”

Kolorowa chata z jogą i ścianką wspinaczkową dla dzieci

Jadę z dziećmi!

Z miejsca pokochaliśmy Wyspową Dolinę za kolorowe podejście do życia. Wojtek i Ewelina uciekli z Krakowa w Beskid Wyspowy i starą stuletnia chatę zaadoptowali po swojemu używając do tego naturalnych materiałów, przedmiotów z odzysku, pamiątek z podróży i prezentów od przyjaciół. Oprócz przytulnych pokoi do dyspozycji gości jest przyczepa kempingowa z tarasem, namioty i przestronna stodoła zwana też słonecznikiem. Gospodarze mają swoje pasje, Ewelina lubi wywijać asany i rządzi w kuchni, Wojtek wie gdzie trenować do maratonu. Razem ciągle coś majstrują i ulepszają tworząc niepowtarzalny charakter Wyspowej Doliny. Podczas kiedy wy będziecie cisnąć kejpijaje, dzieciaki można puścić wolno na nieplac zabaw, na ściankę wspinaczkową, dać im ugotować rosół z chwastów i wytrzeć w kolanach najlepsze spodnie. Na pewno to docenią. Zdaniem Slowhopa: Można przytulić komfortowy pokój, zamieszkać z przyczepie kempingowej z tarasem albo namiocie. Ewelina rządzi w kuchni ale nie spodziewajcie się parówek na śniadanie i schabowego na obiad. Będą zioła, kawa 5 przemian i zdrowa kuchnia, którą docenią nawet dzieciaki.

Autentyczne mazurskie gospodarstwo bez udawania

Jadę nad jezioro!

Danka z Kolonii Mazurskiej Mierki, zwana Danką z Lasu to Slowhopowa postać historyczna, z tym wyjątkiem, że historia nadal trwa. To nie jest miejsce dla każdego. Jeśli lubicie czuć się jak Pan na włościach, odkręcić grzejnik na piątkę, a potem wietrzyć bo duchota, wybierzcie inne miejsce. Goście Danki i Piotra cenią sobie autentyczność mazurskiego gospodarstwa, w którym można zluzować gumę i przejść na Ty bez pytania. Gospodarze szykują kawę punkt 9.00, (czyli wtedy, kiedy ludzie mają w zwyczaju siadać do pracy przy kompie), przyrządza Wam posiłek jeśli zechcecie, napalą w kominku (który uprzedzamy stanowi jedyne źródło ciepła) i uraczą opowieściami, których nie usłyszycie nigdzie indziej. Zdaniem Slowhopa: Danka i Piotrek mają sporo tajnych i fajnych adresów dla gości, którzy lubią odkrywać mazurskie tajemnice. Są też konie, dobre jedzenie, oddalone o 1200 metrów jeziorze Pluszne i sporo zielonego.

„Niech rekomendacją będzie to, że dzieci z chęcią by zostały kolejne tygodnie :) Dla fanów długich śniadań na tarasie, wieczorów przy winie i odgłosach lasu, kąpieli w przeczystym jeziorze i nieskrępowanej atmosfery! Bardzo polecamy!”

Górski loft z tarasem, szezlongiem i narciarnią

Jadę tam!

Szczyrk i jeden z niewielu górskich loftów na Slowhopie. Na zboczu góry Skrzyczne, z widokiem na szczyty Beskidów, w cichym sąsiedztwie górskich domów, lasu i górskiego strumyka, stoją trzy bliźniacze domki ze strzelistym dachem. Wyglądają jak jednojajowe, ale niech Was pozory nie mylą bo tylko jeden z nich kryje imponujące wnętrza. Oj dużo mieliśmy radości patrząc na te zdjęcia. Wiosną i latem polecamy biuro na dużym, narożnym tarasie (grzeje cały dzień więc obok projektu można jednocześnie realizować epicką opaleniznę). Zimą praca wchodzi najlepiej na szezlongu, stojącym tuż przy panoramicznym oknie z widokiem na Skrzyczne. W praktyce wygląda to tak, że jedno oko macie w kompie, a drugim badacie aktualne warunki na stoku a praca leci wartkim strumieniem, bo jest motywacja. Żal żeby nie skorzystać bo na najniższym poziomie domku czeka wyposażona i ogrzewana narciarnia. Zdaniem Slowhopa: Do dyspozycji piękna, wyposażona kuchnia w której aż chce się gotować. Ale gdyby Was to nie przekonywało to w centrum Szczyrku (jakieś 1,5 km) znajdziecie całą masę jadłodajni. Można przyjechać z grzecznym pieskiem.

„Cudownie spędzony urlop, w pięknie zaaranżowanym wnętrzu. Super kontakt z właścicielem. Dom przestronny a taras zachęca do długich wieczornych rozmów. Blisko szlaku na Skrzyczne i inne. Polecam gorąco!!”

Stary dom z duszą i stodoła zamieniona w kino

Rezerwuję nad jeziorem

Leśna osada na Mazurach otoczona lasami i jeziorami, na prawdziwym odludziu, w malutkiej wiosce Likusy. Dzieło Emilii i Adriana. Gospodarze robią w branży artystycznej więc w stary, 110-letni, poniemiecki dom odremontowali i urządzili z klasą, nie odbierając domostwu wiejskiego uroku. Są meble wygrzebane na pchlich targach, balustrada z juty, plakaty ze starych rycin, kuchenna zabudowa ze starych kredensów zbudowana przez Adriana i makatka z wierszykiem o Likusach wyhaftowana przez Emilię. O cywilizacji przypomina wifi, a poza tym to las, jeziora (trzy w najbliższej okolicy) i stara stodoła, która latem służy za kino, za taras do potańcówek, miejsce relaksu, biesiad i ucieczki przed upałem. Zdaniem Slowhopa: W Likusach gotujecie sami, ale jest też opcja zamówienia pysznej szamki u zaprzyjaźnionej Gospodyni. Weźcie kijki do nordig walking i koniecznie wędki. Do najbliższego wiejskiego sklepiku 5 kilometrów.

„Jest to w rzeczy samej mistrzostwo świata! Na pewno nie będziesz się nudzić, bo jest tu cała masa rzeczy, które można robić. Można leżeć (na trawie, na łóżku, na sianie, na dużym pniaku, nad jeziorkiem, na leżaku, w wannie, na innej osobie); Można relaksować oczy patrzeniem na las lub gwiazdy albo patrzeć w ogień tak długo, aż oczy zaczną łzawić; Można słuchać niczego; Można jeść, pić, lulki palić, tańczyć, pływać, biegać, gimnastykować ciało, umysł, medytować, rysować i wszystko inne. Gospodarz i jego pies są super i równie swojscy jak całe Siedlisko. Dzięki za wspaniały weekend! POLECAM”

Nagradzana restauracja i tyrolka dla dzieci w Sudetach

Rezerwuję basen

I w końcu Villa Greta! Nie mogło być inaczej, w końcu nikt tu nie zamierza pracować na głodnego. W Grecie Wam to nie grozi. Tutejsza restauracja jest regularnie namaszczana przez Gault & Millau i Slow Food Polska, a to oznacza, że będzie zdrowo, pysznie a co za tym idzie efektywnie. O Grecie pisaliśmy już w tym zestawieniu dla foodies, tym dzieciowym, a nawet rowerowym o tutaj. Jest co robić w okolicy, wystarczy zapytać Gospodarzy, wszystko wam opowiedzą. My polecamy wpaść na workation z dzieciakami, bo na miejscu jest plac zabaw, 30 metrowa tyrolka, latem basen, labirynt w ogrodzie i sporo innych aktywności w okolicy. Do pracy poleca się pokój lub sala konferencyjna, a do relaksu sala kominkowa z biblioteką. I weźcie buty na trekking. W Sudetach dobrze wchodzi. Zdaniem Slowhopa: Bardzo lubimy historię powstania tego miejsca, po szczegóły udajcie się tutaj, lub spytajcie gospodarzy. Do restauracji można wpaść na jedzenie, bez rezerwacji noclegu.

„Miejsce spokojne i niezwykle urokliwe. Czas biegnie wolniej. Gospodarze i cała ekipa otwarci, ciepli, elastyczni na nasze potrzeby i jednocześnie pozostawiają przestrzeń do intymności. Jedzenie przepyszne!!! Jest co robić i dla dzieciaków i dorosłych. Okolica na spacery i poznawanie przyrody i historii wymarzona. Gorąco polecamy!”
Opublikowano:
11.09.2026