
Tak serio, to morsowaliśmy zanim to było modne. Mało tego, znamy takie miejscówki, w których stanie w lodowatej wodzie podnosiło poziom endorfin i odporność odważnych na długo przed pandemią. Żeby nie było, od razu uprzedzimy- jeśli bliżej ci do adopcji wielkiego ssaka obrośniętego solidną warstwą tłuszczu, a próbę wejścia do Bałtyku na początku sezonu, uważasz za maksymalny akt odwagi- to my to akceptujemy. Nie każdy musi mieć w sobie tyle szaleństwa by na hasło “raz się żyje” ściągać puchówkę i ładować się do Czerniakowskiego. Nie namawiamy, tylko pokazujemy możliwości. Ale jeśli masz ochotę dołączyć do klubu morsa, jesteś wyjadaczem, albo całkiem nieśmiałym morświnem, pokażemy Ci miejsca gdzie można skosztować zimnej wody i prawie na pewno nie będzie tam innych morświnów, które wejdą Ci w ujęcie. To jak? Pomorsujemy?

Hop i już jesteśmy w Beskidzie Niskim. Ale się jaramy tym basenem. Pewnie powiecie, basen jak basen. A no właśnie, że nie bo mamy tu prawdziwe cacuszko - ekologiczny zbiornik wypełniony specjalnie dobranymi kamieniami oraz roślinami, które oczyszczają wodę i utrzymują jej Ph na poziomie tej z górskich potoków. Ćwiczyć morsa w takim basenie z widokiem to my rozumiemy. Na tym zabawa się nie kończy, bo obok basenu stoi sauna gotowa ogrzać zziębnięte kości, chyba, że wolicie kominek to też jest i czeka. Gospodarze zostawia wam domek z chlebem i winem a wiadomo, że jak tak się wita gości, to będzie miłość od pierwszego wejrzenia. Goście byli, morsowali, mówią, że bomba.
„Super dom i wspaniali gospodarze! Nie moglibyśmy sobie wyobrazić lepszego miejsca na początek kwarantanny:) Dom wspaniale wyposażony. W dniu przyjazdu napalone w kominku, nagrzane jacuzzi a na następnego dnia na śniadanie niespodzianka: świeże wiejskie jajka! Wszystko urządzone z pomysłem. Przewidziany każdy detal - łącznie z zapasem kostek lodu w lodówce. W tym miejscu nie sposób się nudzić. Każdy znajdzie dla siebie "kąt" - dosłownie i w przenośni - bo w samym domu czekają na nas tematycznie poukładane książki w różnych miejscach. Jedyne czego żałujemy, to że byliśmy przed sezonem i nie mogliśmy w pełni doświadczyć wszystkich atrakcji jak np. rewelacyjny staw kąpielowy. Chętnie wrócimy jednego dnia, może nawet w większym gronie. Warto zwrócić uwagę, że zasięg komórkowy jest bardzo słaby. W domu Internet również nie jest najlepszy, ale... do No75 na Uboczu przyjeżdża się odłączyć i wypocząć. Miejsc tak przemyślanych, zadbanych oraz objętych fantastyczną lecz w żaden sposób nienarzucającą się opieką właścicieli naprawdę nie ma wiele. Inni mogliby się uczyć”

Miejscówka idealna nie tylko dla morsujących ale i dla smakoszy designu. Wygnanowice mają swoich wiernych fanów nie tylko ze względu na nietypową architekturę, ale i zlokalizowane tuż pod domem źródła o stałej temperaturze 13 stopni, niezależnie od pory roku. Jeśli chcecie pobyć w skupieniu i odpocząć od bodźców to to jest o miejsce. Sauna? Obecna!
„Idealne miejsce dla osób, które chcą odpocząć i całkowicie odciąć się od codziennego świata. Dom w lesie, ogród, źródła w tym źródełko z pitną wodą, ognisko, grill, rower, spacery, sauna, a przede wszystkim odpoczynek wśród przyrody, śpiew ptaków i cisza - brak głośnych sąsiadów, tłumów turystów. Polecamy - spędziliśmy 4 dni w domu, który zachwyca architekturą zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz, a wszystko jest otoczone przyrodą, która gwarantuje pełną prywatność. Nawet jeśli pogoda nie dopisuje to nie ma mowy o nudzie :) Potwierdzamy, że Pani Ania jest bardzo sympatyczną, pomocną osobą, która dba o urok tego miejsca i współtworzy wyjątkowy klimat. Ze swojego doświadczenia radzimy rezerwować minimum 3-4 noclegi - jeśli chce się zaznać pełnego wypoczynku fizycznego i psychicznego :)”

Trzymajcie swojego morsa na wodzy bo oto idzie hit. Ledwie 2,5 km od nadmorskich plaż Bałtyku i cholernie (pardon) zimnej wody o tej porze roku, stoi Mirabelka. Jakby tego było mało Gosia czaruje w garach, a Jarek - w nalewkach. Czyż nie piękne połączenie? Można morsować ile wlezie, a potem z zewnątrz ogrzać się w balii, a od środka domową mirabelkową (albo wiśniową).
„Mirabelka to piękne miejsce, położone niedaleko cudownego, polskiego wybrzeża, do którego można dostać się spacerując przez magiczny nadmorski las. Wraz z przyjaciółką mogłyśmy oderwać się od codziennego hałasu i spędzić trzy zimowe, bardzo spokojne dni w towarzystwie Gosi i Jarka oraz psiaków i kotów. Dostałyśmy wszystko to po co przyjechałyśmy: gościnę i bezpieczeństwo, wygodne łóżko, uroczo urządzony pokój z balkonem, pyszną kawę (z dolewką!) oraz smaczne śniadanie z wegańskimi i bezglutenowymi dodatkami przyrządzonymi specjalnie dla nas (pyszne pasty, warzywa). Serdecznie dziękujemy i polecamy z całego serca Mirabelkę, którą tworzą przede wszystkim gościnni właściciele.”

Do tej pory o Białej Nidzie pisaliśmy w kontekście zarzucania wędki i letniego moczenia śledzia. A skoro woda jest pod nosem to gdzie jak nie tu oddawać się prozdrowotnym, zimowym kąpielom? Są na propsie bo obok schodkowego zejścia do wody stoi sauna, która chętnie podniesie Wam temperaturę, jeśli zajdzie taka potrzeba. A jeśli lubujecie się w holistycznych przyjemnościach to jest też balia, a na telefon zaglądnie nawet Pani Ewelina, która profesjonalną ręką zrobi Wam manicure, pedicure i inne zabiegi pielęgnacyjne.
„Najlepsze w tym miejscu jest to, że właściwie gdzie się nie spojrzy, jest przepięknie. Bezkresna zieleń, spokojna woda stawu, w okolicy lasy i łąki, idealnie do spacerów i biegania. Cicho, spokojnie, pełna swoboda i prywatność. Kawa i jagodzianki pałaszowane na pomoście smakują najlepiej. Domek na wyłączność, dla 6 osób idealny, w pełni wyposażony. Miejsce na ognisko, do grillowania, w okolicy też ciekawe miejsca na wycieczki, więc poza "nicnierobieniem" można co nieco pozwiedzać. U mnie wifi działało super, przy takich widokach nie wiem w sumie czy to na plus, czy jednak na minus ;) Polecam na beztroskie wakacje. Sauna i bania w lesie jeszcze nie działały, ale myślę, że to będzie sztos. Mam nadzieję, że wrócę :)”

Kiedy Małgosia zatrąbiła na Instagramie, że wlazła do lodowatej wody pod ziemią w Kopalni Złota to pospadały nam gacie yyy znaczy czapki. Tym oto zagraniem wyniosła morsowanie na zupełnie inny poziom, bo wkrótce zdjęcie ściśniętej z zimna twarzy schowanej w lodowatej wodzie na nikim nie będzie robiło wrażenia, ale zdjęcie z morsowania pod ziemią? To zmienia postać rzeczy! W Kopalni Złota niezależnie od pory roku panuje stała temperatura 8 stopni, woda zaś ma niezmienną czwórkę, czyli zimna jak diabli. Nawet jeśli nie zdecydujecie się na morsowanie, koniecznie wpadajcie do Kopalni Złota podczas podróży po Sudetach, mają tam nawet złotą kawę i naprawdę dobrze karmią.
„Cudowne miejsce! Dzięki lokalizacji i wystrojowi miałam szansę się poczuć bajkowo :) Światła, światełka, stare meble, drewniane podłogi, dużo okien i weranda ❤ Jedzenie - super, szczególnie, że jestem wegetarianą i nie miałam problemu z dostaniem wege jedzonka + lokalne piwo - obowiązkowe do spróbowania! Dobrze wypoczęłam, wyspałam się i zrelaksowałam po całodniowej wędrówce, a następnego dnia jeszcze miałam okazję zwiedzić kopalnię złota, która znajduję się 10 minut pieszo. Gorąco polecam!!!”

O Mejnówce wspominaliśmy ostatnio w tym zestawieniu o sankach, ale i tutaj sobie pozwolimy- z resztą spójrzcie na zdjęcia. Ci to muszą kochać zimę! Chatka stoi przy jeziorze i ma tyle zagajaczy dla dzieciaków, że możecie spokojnie porzucić plany zapychania bagażnika zabawkami, żeby sobie pomorsować w spokoju. Gospodyni Mejnówki z wykształcenia jest nauczycielką więc wie, czego trzeba dzieciakom. Po morsowaniu koniecznie kąpiel w śniegu a potem ognioterapia przy kominku.
„POLECAM! Nie byliśmy tu z dziećmi, gdyż ich nie posiadamy. Spędziliśmy tu kilka dni w 3 pary przyjaciół 30+, którzy chcieli wspólnie posiedzieć przy kominku, pogotować, pospacerować, pograć w planszówki, etc. I było wspaniale! Kontakt z właścicielką przesympatyczny od początku do końca. Chętnie wrócimy”