
U rodziców i dziadków nie ma minimalizmu. Regały z książkami aż się uginają, pamiątki wystają z każdej szuflady i naszym zdaniem ostatnie, czego potrzebują, to kolejny przedmiot w rodzaju kubka albo kapci. Zamiast tego proponujemy coś zupełnie innego - doświadczenie. Może to jest pomysł na kozacki prezent na Dzień Dziadka i Babci? Co powiecie na fajnie napisany voucher z kodem na dowolny wyjazd ze Slowhopa?

I znów Pomorze Zachodnie! A tam, na Pojezierzu Drawskim, niezwykłe smaki orientu, Francji i Lwowa, przedłużone śniadania i XIX-wieczny dom z klimatem starego dworku. Nikt nikogo nie pogania, nikomu się nie spieszy, mają dobry miód i dobry nastrój. Letnie wieczory celebruje się przy wielkim stole w ogrodzie, a Gospodarze serwują ciekawe opowieści z północnej Afryki.
„Przyjazd do Rawiczówki to jak podróż w inny wymiar. Czas zwalnia, uśmiech wstępuje na twarz i już z niej nie schodzi, jest błogo, harmonijnie, spokojnie i swobodnie. Dom z cudownym klimatem, wokół widoki po horyzont, przyjacielskie zwierzaki, przepyszne jedzenie i Najlepsza Gospodyni!”

Dwie pierwsze pozycje należą do Pomorza Zachodniego! I dobrze, bo mamy wrażenie, że miejsc stamtąd jest nadal na Slowhopie za mało. Tu wysyłamy dziadków koniecznie. Pierwsze, co powinniście wiedzieć: w Dworku Tradycja walka o szczupłą sylwetkę to przegrana walka. Nie ma sensu zaczynać. Wszystko dzieje się w 360-letniej pastorówce, w której niegdyś mieszkał ewangelicki pastor, a teraz karmi się po królewsku. Tu się wszystko zaczyna. Zaczyny, zakwasy, ucieranie, warzenie, kiszenie i wyrabianie. A potem jest jeszcze lepiej. Listopadowe rogaliki z nadzieniem z białego maku i gorzkich migdałów, Święto Chudej Gęsi Pomorskiej, ciepły chleb, pomidorowa ze śledziem, żurawina w czekoladzie. Podwieczorek w ogrodzie, warsztaty kulinarne, pełne rozmów wieczory kończące się o poranku dnia kolejnego, odkrywanie nieznanych polskich tradycji i słuchanie opowieści o podróżach, smakach, kulturach i dziwnościach. To przeżywanie świata wszystkimi zmysłami. My byśmy pojechali.
„Dworek Tradycja to naprawdę magiczne miejsce. Świetny klimat, bajkowa okolica i niezapomniane kulinarne doznania. Polecam każdemu, komu marzy się wypoczynek w pięknych okolicznościach przyrody.”

Tu koniecznie przyjeżdża się po komfort, widoki salonu i rozmowę. Właścicielką i gospodynią Domu Pod Smokami jest jedna z najlepszych polskich pisarek. Wystarczy wspomnieć babci nazwisko Marii Nurowskiej, a potem wręczyć voucher na wyjazd ze Slowhopem do (naszym zdaniem) jednego z najpiękniejszych domów na Podhalu. Oprócz legendy założycielskiej, o której przeczytacie na Slowhopie, mają tu pyszne śniadania i klasę we wnętrzach.
„Właściciel dba o każdy detal. Atmosfera bardzo sprzyjająca odpoczynkowi, nikt nie wchodzi sobie w paradę. Śniadania podawane co do sekundy, bardzo smaczne i obfite. Apartament zaaranżowany bardzo funkcjonalnie, wyposażony w kominek oraz rzeczy niezbędne do przygotowywania posiłków. Dostępna kuchnia. Widok z okna na góry, zapiera dech w piersi. Przyjemnie zjada się śniadanie z takim widokiem.”

W Siedlisku na Wygonie fajna jest intymność i to, że gospodarz i gość wcale się nie muszą spotykać. Jeśli oczywiście nie chcą. Pokoje dla gości usytuowane są na piętrze i na dobrą sprawę kontakt z gospodarzem można mieć tylko na podwórku albo przy wejściu. Tuż przy Siedlisku znajduje się świetna restauracja Królicza Nora, w której można się stołować. Niedaleko jest do wygodnej plaży jeziora Inulec. Same pokoje ciepłe, ładne, pełne wydzierganych przez Darię kocyków, puf i drobiazgów. Przy pokojach duża, wygodna kuchnia, w której dobrze spędza się czas.
„Do mistrzostwa świata brakuje tylko śniadań. Na szczęście kuchnia jest super przytulna i wygodna, a w okolicy jest gdzie nabyć jajka, miód i sery. Pomimo mrozu i znikomej ilości śniegu nie nudziliśmy się: w okolicy pełno jest zwierzaków do głaskania (dzikich i hodowlanych), na zamarzniętym stawku można przeżyć sporo przygód, a jak już dzieci zasną, to gospodarze dotrzymają towarzystwa.”

Tu się przyjeżdża po to prawdziwe jedzenie, o którym gospodarze wiedzą wszystko.Nikt stąd nie wraca głodny. Czas wolny jest bardzo powolny, a brak zasięgu pomaga. Miejsce bez pretensji, fajna, luźna atmosfera i lokalizacja tylko dwie godziny z kawałkiem od Warszawy.
„Wspaniałe miejsce, daleko od wszystkiego, dzięki czemu naprawdę można się tutaj wyłączyć i odpocząć (zwłaszcza jeśli odwiedza się Folwark poza sezonem, jak my zrobiliśmy). Bardzo przyjemne i czyste pokoje, w których żaden mebel nie wydaje się przypadkowy. Ale największą wartością Folwarku są przecudowni właściciele, sympatyczni i pomocni. Jedzenie - pierwsza klasa (zupa gulaszowa i indyk w warzywach - pani Moniko, zakochałam się w tych daniach, a dodam, że ogromna większość potraw i składników pochodzi z tutejszego gospodarstwa czy stawów.”

Miejsce zen dla ludzi, którzy szukają harmonii. Wygrywa weranda, niezwykły pokój w szklarni i dwie kobiety, które to wszystko tu organizują. Świetne miejsce do nadmorskich spacerów.
„Rewelacyjne, ciche i spokojne miejsce, idealne dla każdego, kto chce naładować baterie! Byliśmy tylko kilka dni, ale już planujemy, że następny raz. Będzie to minimum tydzień! Olbrzymi teren do spacerowania, konie, przyjazne koty i psy! Do dzikiej plaży niezaładowanej parawanami pieszo 4,5km przez cudny las! Krótko mówiąc - bajecznie!”