10 ultraromantycznych miejsc

10 ultraromantycznych miejsc

Podręczna ściąga dla romantyków

Z badań prowadzonych na zlecenie Slowhopa (metoda sprawdzania wiadomości na Facebooku, bo tam zazwyczaj trafiają Wasze prośby i oczekiwania) wynika, że romantyczny wieczór w branży klimatycznych noclegów ma swój sprecyzowany wygląd. I nie jest to ani SPA, ani zamek, ani żaden wypasiony hotel. Chcecie chaty. Najlepiej w środku lasu. Nie wiemy dokładnie dlaczego. Ale możemy się domyślać. Nie wnikamy, dostarczamy i tu dla Was na specjalne żądanie kilka romantycznych chatek i domków. Może się przydadzą.

Sauna i lodowate źródło na romantyczny weekend

Rezerwuję relaks

Wiadomo co będzie na pierwszym miejscu. Dom wygląda okazale, ale tak naprawdę przemyślany jest dla 4 osób. W środku sauna, sala do jogi i wygodne łóżka. To jedno z tych miejsc, które wyglądają dobrze i latem, i zimą. To miejsce samo w sobie jest pomysłem na rocznicę. W pobliżu domu znajdują się źródła. Uprzedzamy: zimne jak przedsionek mroźnego piekła. Mają 12 stopni o każdej porze roku. No i Wy, do tego źródła, w szlafrokach. A potem biegiem do sauny i jeszcze tak kilka razy. Potem pyszna kolacja z winem (Gospodarze świetnie gotują, ale sprawdźcie lepiej czy pandemiczne obostrzenia ich od tego nie odwiodły) i weekend petarda. Uwaga - Gospodarze nie mieszkają w domu, więc można się czuć swobodnie. Zdaniem Slowhopa: Tu z małymi pieskami (i po upewnieniu się z Gospodarzami, że nie mają nic przeciwko). Można poprosić o gotowanie.

„Położenie (skarpa ze źródłami na dole, które są idealne w zimowy dzień po saunie). Klimat (cisza, przestrzeń, woda, las). Dopracowanie każdego detalu (wyposażenie od rzutnika, po świeże zioła i rozmieszczenie pomieszczeń, gdzie żaden z gości nie przeszkadza sobie, gdy potrzebuje ciszy), a do tego właściciele - którzy spinają to wszystko w całość i nadają niepowtarzalny charakter (bardzo ciepłe, pomocne i miłe osoby). Jedno z niewielu w Polsce tak niepowtarzalnych miejsc. *pogoda idealnie wkomponowała się w czas pobytu - słoneczny, śnieżny weekend (marcowy)”

Jurta bez zasięgu tuż nad jeziorem

Rezerwuję nad jeziorem

Na dobrą sprawę można by się w tej jurcie zamknąć, wychodzić tylko na śniadania, ewentualnie do balii i z powrotem wracać do łóżka. My zasadniczo jesteśmy za, choć szkoda nam tej bliskości jeziora. Skoro już jest, to warto wykorzystać. Z jedzeniem sprawa jest prosta - nieopodal znajduje się gastronomiczna gałąź działalności gospodarzy i można sobie wyskoczyć coś zjeść. Słabe GSM i żadnego WiFi. Dla nas to brzmi całkiem spoko jak na randkę. Zdaniem Slowhopa: Tylko dla dorosłych. Bez zwierzaków.

„Szukaliśmy czegoś na Pomorzu (czyste powietrze), gdzie on miał być drwalem i strażnikiem ognia, a ona damą, bo miała akurat urodziny - slow weekend w piżamie, tylko jakby luksusowo. I bach - genialne miejsce, z piękną przyrodą, daleko od ludzi, z bardzo dyskretną opieką właścicieli. Komfortowa jurta z widokiem na jezioro, kominkiem, bez wifi (nareszcie). W środku bardzo wygodne łóżko i spora łazienka z widokiem na kołyszące się gałęzie. Na miejscu czekał już, pachnący lasem szlafrok, gotowy przetransportować prosto do kosmicznej w swym kształcie sauny. Oraz stos kocy. Wszystko przemyślane. Sauna i tarzanie się w śniegu oraz wieczór w balii z kieliszkiem wina i obserwowanie gwiazd - po cichu przybijałam sobie piąteczkę za przyjazd do lasu, a właścicielom za ten sprytny koncept. Do tego zapach drewna i lasu iglastego, który można wdychać siedząc rano na tarasie z kawą... I cisza w opcji bez reglamentacji. Dużo ciszy. Były też pyszne śniadania (ryby! twarożek! i jajecznica jak u Mamuni!) i syte kolacje. Dobra kawa. Właściciele troskliwie podeszli do prośby o bezmięsne menu.”

Cesarska stacyjka z sauną w ogrodzie i podgrzewaną podłogą

Chcę jezioro dla siebie

Ależ tu mamy historię! Dworzec w Prakwicach wybudowano w 1897 roku dla Cesarza Wilhelma II. Miał mu on służyć za letnią rezydencję, kiedy wpadał w te okolice na polowania, ale ploteczki mówią, że z kursu zbaczał i zamiast do lasu wpadał na hrabię Filipa. Zaledwie 24 lata później dworzec przeniesiono do Budwit, gdzie stoi do dziś. Po latach zapomnienia i niszczenia trafił w ręce Magdy i Rafała, którzy od razu zabrali się za jego ratowanie i tak to wszystko wymyślili, by dworzec, nie mniej niż w przeszłości, sprzyjał romantycznym schadzkom. Naszym zdaniem jest tam wręcz bezczelnie pięknie. Domek w staronorweskim stylu (ulubionym stylu architektonicznym cesarza) udało się ocalić niemal w całości. W ogrodzie stoi sauna i balia, w której zaczyna się impreza, a potem rozsmakowane w przyjemności ciało przenosi się do dworcowej łaźni i wanny na nóżkach. Zaszczytu snu można dostąpić w jednej z dwóch sypialni, jedna piękniejsza od drugiej. Zdaniem Slowhopa: Okolica- bajka. Wokoło lasy, pola i łąki i sporo pałaców do zwiedzenia. W zasięgu 15 minut można znaleźć się nad jeziorem i uskutecznić piknik, z deserem bez deseru - jak chcecie. I podgrzewana podłoga. No my mamy na nią kilka pomysłów.

„Co tu dużo mówić, po przekroczeniu progu opadły nam szczęki i zbierałyśmy je do końca naszego pobytu. Doskonały wypoczynek! Dworzec zachwyca architekturą i wykończeniem, okolica jest piękna i spokojna, a ta ruska bania... No, na pewno wrócimy!”

Alpaki i wełniana kołdra w zagubionej chatce

Chcę te alpaki!

No i wreszcie Podkarpacie! A tam, cicha, zagubiona chatka i alpaki. Nie może być lepiej. Połączenie miłości i alpakoterapii działa lepiej niż botoks i japońskie rytuały odmładzania twarzy. A! Jeszcze jedno. Do spania jest kołdra z alpaczej wełny i poduszki z gryką. No to mamy komplecik wrażeń i dodajemy w bonusie widok za milion. Zdaniem Slowhopa: Chatka jest nieduża, obok dom właścicielki i nie zabierajcie psów (alpaki!)

„Zacisznie, z dala od komercji, pięknie, cudowna atmosfera, intymnie, bezpiecznie. Domek wygodny, urządzony z sercem i gustem. Gospodyni bardzo życzliwa i kochana. Do tego widok pociesznych alpak i towarzystwo sympatycznych piesków i kotków. To wszystko sprawiło, że czułam się jak w bajce a jednocześnie jak u siebie w domu. Szczerze polecam tym, którzy szukają ciszy, spokoju oraz artystycznym duszom.”

Domek na drzewie wśród świerkowej aromaterapii

Rezerwuję jazdę konną

A teraz pozwólcie, że zajmie się wami Tuli Świerk. Nie jakiś udawany, ale prawdziwy świerk, a w zasadzie dwa, które trzymają ten domek na drzewie. Cud, miód, malina. I oto co musicie wiedzieć: domek jest na drzewie. To znaczy, że jak wieje to buja, a jak przypadkiem orkan zawita na Wzgórza Dylewskie, to prawdopodobnie trzeba będzie wiać. Ale, hej przygodo, my - jako znani miłośnicy turystyki doświadczeń - wchodzimy w to jak Julia Roberts w rajstopy z wzorkiem. Metraż glampingowy, ale z wszelkimi luksusami, które się da wyczarować na takim kwadracie. Jest prawilny prysznic, a sen wspiera uberwygodny materac i świerkowa aromaterapia- jak to wśród drzew. Jeśli już zdecydujecie się zejść z drzewa, polecamy koty, konie, masaż i rozmowy z Gospodarzami.

„W domku na drzewie spędziliśmy najwspanialszy tydzień naszych polskich wakacji. Brak słów aby opisać jak bardzo wspaniałe jest to miejsce. Domek wygląda jakby był na drzewie od zawsze, wykończony z dbałością o każdy detal, niesamowicie przytulny i świetnie zaprojektowany. Jest w nim wszystko czego potrzeba, a całość otacza duży taras z huśtawką i miejscem do wypicia porannej kawy. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Rankiem przez duże okna sączą się promienie słońca, nocą można podziwiać gwieździste niebo i księżyc przy akompaniamencie świerszczy. Pobyt tam to była magia. Gospodarze to wspaniali ludzie którzy wkładają w to co robią całe serce. Wszytko jest tak bardzo autentyczne i spójne, że po przekroczeniu bramy człowiek czuje się jak w odwiedzinach u dobrych przyjaciół. Z całego serca polecamy!”

Chatka jak stodoła tuż nad jeziorem

Jadę nad jezioro!

Kolejna chatka w lesie, tym razem z wyglądem stodoły. Na zdjęciach nie widać, ale my wiemy, że jezioro jest kilka kroków od domku. A wokół żywej duszy. Adam i Basia (Gospodarze) myśleli, że to będzie znakomity rodzinny domek. Nie spodziewali się, że dom będzie przyciągal pary spragnione spokoju i lasu. No właśnie, tu można śmiało kierować się słowami klasyka "Jedziemy do lasu, narobić hałasu"... Zdaniem Slowhopa: Tu można z psem! No i można wziąć wędkę - łowisko praktycznie pod samym domem. Samodzielne gotowanie, ale Gospodarze przygotowują kilka niespodzianek.

„Sauerwald to kawałek raju na ziemi. Niesamowita cisza, totalny relaks i wspaniały odpoczynek na łonie natury. Domek jest cudowny i klimatyczny, a okolica sprzyja niezliczonym spacerom i przejażdżkom rowerowym. Razem z naszym czworonożnym towarzyszem wrócimy tam z pewnością :)”

SPA w Kurniku i pola lawendy na Warmii

Chcę te konie!

Achtung gastroturyści! Słyszeliście kiedyś o sezamowych jajkach? Nie? To teraz usłyszycie. W Wypisowie wolno biegające kurki są podkarmiane sezamem i stąd ta czarująca nazwa. A tu historia dopiero się zaczyna! Kuchnia na wypasie, doświadczenia orgazmiczne, a do tego: ruska bania, SPA w Kurniku (!), śniadania w sadzie, joga na tarasie, komar w hamaczku, a w sezonie kwitnące pola lawendy. Z okien na piętrze widać wodę, więc można na piechotę, a potem przesiąść się w canoe. Kasia i Marek w siedlisko z 1879 roku tchnęli nowe życie tak pięknie, że czapki z głów. Kurnik przemianowali na SPA, a w miejscu ziemianki zbudowali ruską banię. I teraz Panowie, skupcie się: zwykły kupon do SPA jest passe, teraz liczy się tylko wiejska odnowa biologiczna. Czyli zioła, masaże i naturalne peelingi, najlepiej we dwoje. Warmia, drodzy Państwo, bez zasięgu, wpadajcie. Zdaniem Slowhopa: Można wynająć pokój albo zamieszkać w jednym z dwóch domków. Koniecznie z jedzeniem!

Ogród pełen kwiatów i basen w rodzinnej rezydencji

Rezerwuję basen

Tutaj sami nie wiemy od czego zacząć. Czy od basenu, czy ogrodu usłanego milionem roślin, czy imponującego domu, do którego można wejść od kuchni, jak w prawdziwym amerykańskim filmie. To był kiedyś dom rodzinny, nikt nie projektował tego miejsca jako pensjonatu. Tak się po prostu stało, stąd brak łazienek w każdym pokoju (wcześniej były to pokoje dzieci). Odwiedziliśmy Rose Residence dwa razy: w listopadzie i u schyłku lata i to było jak powrót do miłości sprzed dekady. Na nowo w brzuchu zafurczały nam motyle. W domu regularne hamptons, z kominkiem w centrum i kanapami, w których spokojnie można spędzić życie. A to dopiero początek. Kasia, gospodyni Rose Residence ma bzika na punkcie roślin i jest z zawodu florystką. Zorganizowała tu prawdziwy tajemniczy ogród, wersja Dobroszycka. Jest tyle miejsc wśród zieleni, w których można się skryć, że prawie na pewno dwukrotnie nie zawitacie w to samo miejsce. Polecamy spoczynek pod wierzbą, przy stawie i rzecz jasna - przy basenie. Wskakujcie w szlafroki i pantofle (są na miejscu), spróbujcie śniadania na jednym z trzech tarasów, zasiądźcie w salonie przy kominku i kontemplujcie brzdękającą w tle muzykę. Dla zakochanych w każdym stadium - będzie Wam tam pięknie. Można przechadzać się w szlafrokach po okolicy, nikt Wam tu nie zwróci uwagi. Trochę San Francisco, 1967, wersja z upgradem. Zdaniem Slowhopa: Nie wszystkie pokoje mają prywatne łazienki- od razu uprzedzamy, ale luzakom jak my takie rzeczy nie stanowią. Jeśli dla Was to problem - wybierzcie inne miejsce. Śniadania w wykonaniu Kasi to mistrzostwo.

„Doskonałe miejsce - cisza, spokój, piękny wystrój i wspaniały ogród z masą miejsc do zaszycia się, świetnie wyposażona biblioteka i przemiła właścicielka, która przygotowuje doskonałe śniadania :) A do tego opcja pogrania w bilard przy dźwięku gramofonu, a w ogrodzie w bule. Będziemy wracać!”

Kameralny domek blisko Pola Lawendowego

Rezerwuję z pupilem

To jest taki maluśki domeczek dla 4 osób, ale warto wiedzieć, że znajduje się nieopodal dużego domu Bezat. Żeby nie było, że nie uprzedzaliśmy. Natomiast okolica - bajka. Warmia i to ta najlepsza jej część. Poza kolacyjkami na zielonej trawce można wybrać się na Lawendowe Pole, wpaść do galerii, odwiedzić tutejszych artystów. Osobiście zaplanowalibyśmy wizytę podczas festiwalu Sztuka w Obejściu we wrześniu, bo wtedy wszystkie tutejsze agroturystyki, galerie i pracownie otwierają drzwi i można poznać fajnych ludzi. Zdaniem Slowhopa: Fajne w bliskości Domu Bezat jest to, że można się załapać na wyżywienie. I to całkiem dobre. Tu też można z psem.

Samotny domek w Kotlinie Kłodzkiej blisko tras rowerowych

Chcę to miejsce dla psa

No i proszę, prawie samotny domek. To jest Kotlina Kłodzka, więc dajemy słowo, że jest po co wstać z łóżka. Wokół fajne trasy rowerowe, masa do zwiedzania. A popołudniami można zalec na zielonej trawie i pić schłodzony kompot. Zdaniem Slowhopa: Można przyjechać z psem. Cena przyjazna i miła.

„Nowy domek urzadzony ze smakiem, cieply, przytulny, idealny dla kazdego! Idealne miejsce gdzie codziennie masz szanse ogladac przechadzajacego sie jelenia lub sarne i ogladac slonce chowajace sie za Gory Stolowe. Miejsce gdzie mozesz napraede odpoczac. Blisko wszedzie: na gorskie szlaki, do Klodzka, do miast uzdrowiskowych, do Czech...”
Opublikowano:
11.09.2026