
Porzućcie nadzieję, że będzie wyścig po leżaki. Żadnych bemarów, w których jedzenie leży od północy, żeby było na rano. Mamy tu luksusową wersję all inclusive, w której gospodarze podają jedzenie pod nos. To jedzenie jest oparte na składnikach z lokalnych upraw. Przepisy tylko od ludzi, którzy kochają gotować i robią to lepiej niż babcia.
Zapraszamy na polskie all inclusive w wersji slow travel.
Ceny aktualne na sezon 2026.

Jeśli ktoś chce zobaczyć najpiękniejszy widok w Polsce (no, może jeden z najpiękniejszych), a nie ma ochoty wypluwać płuc, wchodząc na Rysy, to doradzamy Ochotnicę Górną. W jednym z tamtejszych pensjonatów już od lat wielu mieszka sobie czarodziejka Marta i gotuje dla ludzi rzeczy niebywałe. Niebywale też zdrowe, oparte na kuchni 5 przemian. Wiedzcie, że Marta poda Wam wyłącznie te rzeczy, które leczą udręczone rokiem pracą ciało, schorowaną duszę, żadnych tam tłuszczów trans. Ale czipsy można przemycić do pokoju z widokiem na Tatry...

Jest kilka miejsc, które miłośnik gastropodróży powinien na Slowhopie zaliczyć i to jest jedno z tych miejsc. Oprócz genialnego jedzenia (patrz zdjęcia) skorzystacie z gorącej balii, suchej sauny, jacuzzi, rowerów i jogi (po wcześniejszym umówieniu). Wokół lasy i jeziora i nie trzeba wstawać o 5 rano, żeby je sobie zarezerwować.

To miejsce ze starej gwardii Gospodarzy Slowhopa, więc z czystym sumieniem polecamy Wam: wypasione gotowanie Kasi (z połączeniami smakowymi, które rozkołyszą Wasze kubeczki smakowe), wspaniałe plony z ich ogródka - łącznie z jadalnymi chwastami, domowe nalewki Bartka i tę atmosferę swojskości, którą tak chwalą Goście. No i warto skusić się na warsztaty chwaściarskie (gdzie odkryjecie, jakie pyszne mogą być chwasty), zajęcia ze stolarki albo.. chodzenie na szczudłach! Jesteśmy przekonani, że nie będziecie się tu nudzić.

Nasi topowi ruinersi (czyli ludzie, którzy zabrali się za odnowienie ruiny i zrobili to spektakularnie). Gospodarze chcieli, żeby goście czuli się tak komfortowo, jak we własnym domu, a dodatkowo gotują prześwietne śniadania i obiadokolacje. Jest sauna, staw kąpielowy i codziennie można być na innej wycieczce. Albo po prostu siedzieć i zjadać.

Przenosimy się na północ. Gdzieś między Szczecinem a Poznaniem są takie drugie Mazury i jak sądzą niektórzyL są to te lepsze Mazury. Mniej tłumów, mniej znanych nazw, mniej żeglarzy, ale za to są ryby, grzyby i lasy. My Wam polecamy to miejsce, ponieważ kocha się tu jedzenie i konie. A jeśli ktoś nazywa swoją agro w ten sposób, to musi być ciekawym czlowiekiem.

Oto miejsce, które jest wystarczająco dobrze zaprojektowane, żeby rodziny z dziećmi czuły się jak na wypasionych wakacjach (tak, rodzice też!), i równocześnie na tyle piękne, że można w nim robić sesje do magazynów wnętrzarskich. Albo odświeżyć Waszą profilówkę i rodzinny portret z wakacji. Nie żartujemy – tylko spójrzcie na te wnętrza! Chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że tutaj jest nie tylko vibe all-inclusive, ale też all-you need. Pełne (PEŁNE!) wyżywienie macie tu w cenie, a do tego jezioro z piaszczystą plażą tuż za płotem (dzieciaki macie już z głowy, nie ma za co!), no i ogrodowa strefa spa – bo dorosłym też się coś od życia należy.

Nie ma tu plastikowych bransoletek, drinków z parasolką, ani nawet wieczornego karaoke z DJ-em Andrew. Ale jest coś znacznie lepszego: stół, przy którym nieznajomi zamieniają się w znajomych, a znajomi: niekiedy nawet w przyjaciół na całe życie. Agnieszka i Andrzej czynią tu magię: i kulinarną, z plonów własnego i sąsiedzkiego ogródka, i wśród Gości, którzy jakimś sposobem od razu wczuwają się w tę rodzinną atmosferę. Na śniadania, obiady i kolacje nikt nie dmucha na gorące, bo potrawy zwykle nie zdążą nawet wystygnąć. Jest domowo, sezonowo i tak pysznie, że nawet dzieci zapominają o ketchupie. A potem to już z górki: warsztaty dla najmłodszych (w sezonie), beskidzkie wędrówki dla chętnych, błogie leżenie w trawie dla leniwych i głaskanie milusińskich futer – dla wszystkich.

Jeśli Waszym marzeniem jest nieśpiesznie zjadać śniadanie w piżamie, a kolację szamać z widokiem na zachód słońca (i z trzecią dokładką ciasta), to chcecie tu przyjechać. Bo w tym pensjonacie (dla dorosłych i młodzieży 10+) all-inclusive oznacza nie tylko pełny brzuch, ale i pełny zen. Dostaniecie tu trzy domowe posiłki dziennie – świeże, sezonowe i bez ulepszaczy smaków. Wokół? Nic poza obfitą naturą. I to jest największy luksus, bo nie będzie Wam za uchem brzękolić żaden cymbergaj ani miaukliwe radio z reklamami (albo raczej reklamy przeplatane czasem piosenkami), gdy zechcecie w spokoju przeczytać książkę lub policzyć przepływające po niebie obłoki. Obok macie jezioro, więc jest się gdzie wypluskać, a do tego nieprzyzwoicie malownicze krajobrazy i las, który szumi dokładnie w tonacji relaksu. Możecie też poasanować na macie, bo sale warsztatowe są wypasione i zachęcają do aktywności. Kto by się nie skusił? (my już ulegliśmy)

Doszły nas słuchy, że choć Gospodarze nie mają swojego kanału kulinarnego na Youtube, to serwują śniadania i obiadokolacje tak pysznie domowe, że człowiek zaczyna rozważać przeprowadzkę. Wszystko tu pachnie prawdziwym jedzeniem, ziołami z ogrodu i sercem włożonym w każdy posiłek. Po jedzeniu można iść nad jezioro, powędkować, na leżak albo… po dokładkę. Są też bardzo pociągające trasy konne (raczej dla dobrych jeźdźców). A do tego koty do głaskania, psy do przytulania i Gospodarze, którzy witają tak, że czujesz się jak u dawno niewidzianej rodziny (tej fajnej). Aaaa, no i najważniejsze – Iwona i Krzysztof mają w zanadrzu tyle ciekawych opowieści, że niejedna z nich mogłaby się stać tematem na film (serio!). Koniecznie zapytajcie ich o Afrykę! I uściskajcie od nas, jak już do nich dojedziecie!

All-inclusive w wydaniu Kamilli i Marka to nie żywienie Gości, tylko poezja: dwa pyszne posiłki dziennie w cenie (śniadanie i obiadokolacja z deserem, więc w zasadzie trzy), ogniskowe przysmaki, lokalne rarytasy i atmosfera, która przypomina wakacje u najlepszej cioci świata. Gdzie tak karmią? W lubuskiej agroturystyce z pięcioma kameralnymi pokojami. W bonusie – śpiewanie przy ognisku, gapienie się w gwiazdozbiory albo rozmawianie z kurami, które traktowane są jak damy dworu. Można poleżeć w hamaku, można poprosić Gospodarzy o zajęcia oddechowe lub masaż bańką chińską. Odpalajcie tryb samolotowy i przybywajcie na ten niespieszny wypoczynek.