10 zdecydowanie nienudnych miejsc na imprezę i retro wesele

10 zdecydowanie nienudnych miejsc na imprezę i retro wesele

tam,gdzie rodzinne imprezy mogą wyglądać zupełnie inaczej...

Kiedyś, panie, to były rodzinne imprezy! Zespół w wiśniowych garniturach, przygrywający skoczne bity na syntezatorze marki Roland, na środku parkietu zawsze jakiś wuj Roman w koszuli z krótkim rękawem wywijający marynarą w roli gwiazdy wieczoru oraz wirujące kuzynki. Ciocia Mania z talentem wokalnym, na co dzień na występach gościnnych podczas niedzielnej mszy, tu podrygująca wesoło w takt coveru zespołu Boys "Jesteś szalona". O północy chwila spokoju, a teraz idziemy na jednego, potem "gorzka wódka", tradycyjne przekładanie jajka przez nogawkę i tworzenie najdłuższego sznura z ubrań.

Albo takie wesela w remizie strażackiej z profesjonalną kuchnią na zapleczu. Drzwi do kuchni otwierały się uroczyście, światło gasło, ktoś włączał muzykę z Gwiezdnych Wojen i wjeżdżał cały prosiak, z jabłkiem w pysku i odpalonymi w zadzie fontannami świetlnymi. Pojęcie przesady nie istniało, było grubo i po całości. Przed finałem orkiestra grała niezapomniany szlagier Urszuli Sipińskiej, a cudowni rodzice z powagą wykonywali chwiejny taniec. Później już tylko finał, niedobitki, porzucone marynary, na lewą i prawą nogę, ze mną się nie napijesz i wreszcie koniec, a potem już tylko poprawiny i do domu...

Tak bywało kiedyś, dobrze to pamiętamy, dlatego, kiedy Kasia powiedziała "strasznie mi to słodkie wyszło" i pokazała zdjęcia do poniższego zestawienia - zapytaliśmy gdzie na Boga jest wujek Roman i jego wirująca marynara!? Gdzie tatar z jajem, niesforny makaron z rosołu i czym jest "naked cake"? Kasia odparła ze spokojem, relaksując nasz postkomunistyczny stan świadomości, że szczęśliwie pomysły na rodzinne imprezy są różne i przecież my pokazujemy tylko jeden typ. Jeśli nie retro i boho, to zostały jeszcze remizy (swoją drogą świetny pomysł), został wuj Roman z PRLu, ciocia z kościelnego chóru, ale jest coś zupełnie innego. Do wyboru, do koloru.

Pssst Masz na tapecie wieczór panieński? Skocz w to miejsce.

Przyborowo 11 (Wielkopolska)

Chcę taki ślub

Bajecznie położony dom w sercu lasu. Cisza, czyste powietrze, relaks i brak stresu. Panna młoda zrelaksowana, roześmiana, znajomi i rodzina wylegują się na leżakach, a drewniany podest służy za najlepszy pod słońcem parkiet taneczny. Wiejskie wesele we współczesnym stylu trochę oderwane od rzeczywistości. Możecie wziąć ślub plenerowy, pod lipą albo na wysepce pośrodku stawu, zorganizować ognisko, a na poprawiny ściągnąć nawet foodtrucka. Śmiemy sądzić, że jest to najpiękniejsze miejsce na boho wesele w Wielkopolsce.

„Jak piszę „magiczne”, to nie nadużywam tutaj tego określenia – jechaliśmy 20 minut przez las, aby znaleźć tę ostoję spokoju, gdzie Pani Karolina powołała do życia, na nowo, dom z jej historią. Kwiaty, dekoracje, przystrojenie stołów – to praktycznie wszystko zasługa samych Młodych oraz ich bliskich..”

Zdaniem Slowhopa: to miejsce, z tych które oferuje sam wynajem – wynajmujecie teren 2 ha z dwoma domami, salę i zadaszony taras - razem 260m2 powierzchni balowej. W cenie jest cała posiadana infrastruktura: stoły, krzesła, naczynia. fot. Martyna Woźniak

Villa Greta (Dolny Śląsk)

Rezerwuję bez wahania

Villa Greta to wesele z duszą babci Grety, która nie wyobrażała sobie udanego dnia bez domowego ciasta i lokalnych smakołyków. W Dobkowie, malowniczej wsi w Kotlinie Kłodzkiej, powiecie sobie pod jabłonią, a na polanę poprowadzi Was tunel wykoszony w łące. To tam, gdzie będziecie otoczeni uśmiechniętymi ludźmi, którzy z chęcią pomogą Wam w tym pięknym dniu. Gdzie tańcząc na parkiecie pod gołym niebem poczujecie się jak na weselu Tadeusza i Zosieńki. Brzmi jak bajka? Przekonajcie się, czy przypadkiem nie zostanie Waszą ulubioną.

Zdaniem Slowhopa: To miejsce, gdzie tradycja spotyka się z luzem, a parkiet pod gwiazdami rządzi do białego rana. Zmieścicie tu do 60 osób, a przenocujecie 49 z nich. Kuchnia to majstersztyk.

Dom w Przepitkach (Mazowsze)

Spraw

Pora odkryć to miejsce. Jesteśmy pewni, że będziecie nam wdzięczni. Autorem sukcesu jest Alex i Przepitki. Alex dostarczył pomysł, dom i stodołę, Przepitki: hektary odludzia godzinę drogi od stolicy i nazwę. Na hasło: „Gdzie miałeś wesele? W Przepitkach?" od razu robi się wesoło. W bonusie do zaproszenia uśmiech i obietnica, że to będzie impreza dekady. Co istotne, Alex jest malarzem, więc ma w głowie nie tylko kreatywność, ale i estetyczną wizję, a do tego dużo nastrojowej przestrzeni na Wasz . Sprawdzicie?

Cudowna intymność w wielkiej przestrzeni! I tak blisko. Leniwy odpoczynek lub aktywne zbliżenie z naturą. I wieczór przy kominku albo przy ognisku. Grill albo ekskluzywna kolacja. Taki wybór, że trzeba wrócić i spróbować wszystkiego.

Zdaniem Slowhopa: mamy tu 12 miejsc w małym i dużym domu. Do tego stodoła i altana o łącznej pow. 200 mkw na uroczystości, wesela, warsztaty, imprezy filmowe czy co tam sobie wymyślicie. 60 minut z Warszawy.

Willa Tadeusz (Małopolska)

Chcę ten basen!

Bywał tu i Wilhelmi, i Barbara Kraftówna, a mały Stuhr pewnie nieraz wpadł do basenu. Willa Tadeusz jest bowiem miejscem niezwykłym i pewnie niedługo będzie się o niej pisało w podręcznikach, bo jest to chyba najstarszy pensjonat w rękach jednej rodziny. Wesela są nawet 100-osobowe, w klimacie ogrodowo-plenerowym, nad niezwykłym murowanym basenem, w zielonym otoczeniu, jakieś 30 minut od centrum Krakowa.

„Piękne wesela ogrodowe, niezapomniany klimat. Jak ktoś przepada za takim stylem wesela ogrodowo-domowego to jest to idealne miejsce za nieduże pieniądze”

Zdaniem Slowhopa: Jeśli nas pytacie - weselem w Willi Tadeusz zrobicie przyjemność nie tylko sobie, ale i dziadkowi, który kocha Piłsudskiego, mamie z sentymentem do starych dobrych czasów i tacie, który lubi dobrze zjeść.

Studio Pół na Pół (Warszawa)

Klikam i rezerwuję

Na chwilę wynosimy się ze wsi i wpadamy do miasta. I oto jest Warszawa, a w niej, daleko od szklanych wysokościowców - klimatyczne starocie oparte na tym, co lubimy (niemal) wszyscy: cegle. Pół na Pół to przestrzeń eventowa i kreatywna, urządzona pomysłowo w dawnej prochowni XIX wiecznych carskich fortów. Mamy więc najprawdziwszy loft, a na jego tyłach półdziką łąkę. Można sobie wziąć ślub w plenerze, a potem to należycie uczcić już we wnętrzach. Co nam się spodobało oprócz tego, co podoba nam się zawsze, czyli samej próby rewitalizacji? Chyba fakt, że na warszawskim Mokotowie a można zrobić zieloną imprezę w stylu boho i udawać, że się jest gdzie indziej.

„Lepszego miejsca na magiczny ślub nie znajdziecie, a i obsługa jest super pomocna, nie mówić o magii ogrodu, tarasu i wyjścia przez okno. Szczerze polecam, nie tylko na ślub.”

Zdaniem Slowhopa: W szczegółach Pół na Pół to 160 m2 podzielonych na 2 bliźniacze sale, gdzie pomieści się do 120 osób. Można tu wykonać wszystko: od chrztu do wesela. Plus spotkania firmowe i sesje foto. Gospodarze wiedzą co i jak, więc potrafią pomóc od A do Zet.

Spichlerz Wąsowo (Wielkopolska)

Jadę, sprawdzam!

Jeśli marzy Wam się wesele w miejscu, gdzie klimat vintage i boho idą pod ramię, a ślub można wziąć pod koroną drzew zamiast w urzędzie – Spichlerz Wąsowo to strzał w środek tarczy. Stare mury, dużo zieleni, sielski ogród, klimatyczna stodoła i zero weselnego dziadostwa. Na stołach slow food z lokalnych produktów i ogrodowych pyszności. Uroczystości weselne odbywają się tu na dwóch niezależnych salach: jedna przyjmie do 250 osób, druga: do 150 ludzi. Rzućcie okiem na zdjęcia i sprawdźcie, która bardziej do Was przemawia. Do nas – obie!

Zdaniem Slowhopa: wejdzie tu do 250 spaczy – przy wsparciu Pałacu Wąsowo (do 1 km od sal weselnych), no i śniadanie w cenie noclegu, więc Goście mogą zostać chwilę dłużej i nie martwić się powrotem z samego rana. A Wy? Możecie mieć pewność, że ktoś tu naprawdę dba, żeby było pięknie, z atmosferą i błogimi wspomnieniami.

Violinowo (Mazowsze)

Chcę takie wesele

Jeśli marzycie o weselu z duszą artysty i sercem blisko natury – to miejsce będzie strzałem w dziesiątkę. Violinovo to rodzinne, kreatywne gospodarstwo, w którym imprezy mają własną osobowość, a detale są dopracowywane z wyobraźnią. Można tu zorganizować ślub plenerowy w otoczeniu zieleni, a potem tańczyć do rana w towarzystwie sztuki, światła i piękna bez narzuconych konwenansów. Gospodarze ogarniają wszystko – od zaproszeń po zdjęcia – więc Wy możecie się po prostu cieszyć. I tak, tu wesela serio się „organizują same". A wszystko to 30 km od Warszawy, więc można wracać bez spania na stacji.

Zdaniem Slowhopa: klimat boho, artystyczny vibe, pełna opieka i zero stresu – w sam raz na wyjątkowe „tak". Sala zmieści do 120 osób, ale klimat jest tak kameralny, że nawet przy setce gości można poczuć się jak na domowej imprezie z klasą. No i przenocować może do 25 weselników_czek.

Oaza Leńcze (Małopolska)

Chcę te konie!

Chcecie zorganizować nietuzinkową ceremonię, ale niekoniecznie w marmurach i brokacie? No to mamy miejsce, które mówi poezją, wygląda jak Toskania, pachnie łąką i już na wstępie oczarowuje przybyłych. Tu, w XVIII-wiecznym eks-spichlerzu, wszystko gra: dzikość natury, konie w tle, slow food na stołach i przestrzeń, w której można tańczyć do białego rana i jeszcze dłużej. Ślub pod drzewem? Bez problemu. Poprawiny wśród ziół? Zrobimy! Do tego noclegi w stylowym dworze i 12 hektarów tylko dla Was. To miejsce dla tych, co nie chcą , tylko prawdziwej opowieści.

Zdaniem Slowhopa: weselicho zrobicie tu nawet do 200 osób, natomiast pod kołderkę na noc wejdzie ok. 30 człowieków. No chyba że rozważycie dodatkowo spanie w namiotach – terenu nie zabraknie.

Stara Kuźnia (Podkarpacie)

Biorę to!

Oto miejsce, w którym Goście się rozluźniają, a teściowa pyta, czy nie da się tego powtórzyć za rok. Gdyby wiejskie wesele mogło mieć własny soundtrack, to grałyby tu skrzypce, świerszcze, i pewnie trochę Fleetwood Mac. Też już czujecie ten klimat? W Starej Kuźni jest to wszystko, co sprawia, że koki są rozpuszczane, krawaty lądują w kącie, a stopy same zaczynają tańczyć boso na trawie. Tu można wzruszać się w domku na drzewie z widokiem na rezerwat, a gdy ktoś zapyta o motyw przewodni Waszego ślubu, śmiało możecie odpowiedzieć: „z przymrużeniem oka i kwiatkiem we włosach”.

Zdaniem Slowhopa: zmieścicie tu do 150 Gości, a przenocujecie do 28 z tych szczęśliwców. Nie wahajcie się poprosić Gospodarzy o polecajki cateringowe oraz zorganizowanie kuszącej strefy czillu na leżakach.

Wesele w Zabytkowym Pałacu Pstrokonie (Łódzkie)

To mój klimat!

Tutaj na bogato, szykujcie się. Przed Wami biały pałac z duszą, 7 hektarów parku, dwa stawy i dokładnie tyle zieleni, ile trzeba, by zatańczyć pierwszy taniec pod gołym niebem. Wnętrza są jak z secesyjnego snu – do Waszej dyspozycji aż 900 metrów przestrzeni, w tym sale dla 60 osób, a do tego opcje na pałacowy parkiet taneczny i przytulne poddasze dla młodszej ekipy. Zaproście do 60 Gości, z których nocować może 24 z plusem. Ślub w pałacowej aurze z najpiękniejszym zachodem słońca na Waszą cześć? Zamawiajcie.

Zdaniem Slowhopa: To jeden z tych ślubów, po których zostaje tęsknota i weselna wersja portugalskiego saudade. Gospodarze doradzą Wam, jak zaaranżować przestrzeń, by ten dzień stał się legendą w rodzinie.

Opublikowano:
11.09.2026