Kiedy myślicie o spędzeniu wakacji nad wodą, okolice Poznania nie są pierwszą destynacją, która przychodzi Wam do głowy, prawda? Tymczasem Wielkopolska i sąsiednie Pojezierze Lubuskie mają zaskakująco wiele do zaoferowania amatorom wszelkich sportów wodnych i wędkarstwa!
Znajdziecie tu zarówno czyste plaże ze strzeżonymi kąpieliskami, jak i dzikie zatoczki w środku puszczy czekające tylko na Was. Możecie uprawiać wodną turystykę historyczną i popłynąć na SUPie w Ostrów Lednicki, nurkować w krystalicznie czystym Niesłyszu, spływać leniwie tratwą po Warcie, ćwiczyć biceps, wiosłując w kajaku po rzekach spokojnych i dzikich oraz generalnie łapać wiatr w żagle na którymś z kilkuset jezior, które tu znajdziecie.

Lubicie z Rafałem pływać pod prąd?
Iwona Spychała: Tak! Najchętniej pod koniec intensywnego dnia. Bierzemy kajak, płyniemy kilka kilometrów w górę rzeki, a potem wracamy do domu z nurtem. To znakomicie oczyszcza umysł.
Zdaje się, że spływanie po pracy jest także Waszym najnowszym hitem?
Nazwaliśmy to Czwartkowymi Spływami w Stronę Zachodzącego Słońca. Po co czekać do weekendu, jak można złapać oddech już w czwartek? Zamiast scrollować telefon na kanapie, można przyjechać do nas pomachać wiosłami i zachwycać się wieczornymi widokami nad Wartą. Na koniec ogrzać się przy ognisku. W tym roku wprowadzimy też Czwartkowe Świty. Ruszamy na godzinę przed wschodem słońca. Jest magicznie: ptaki dają swój koncert, a z mgły powoli wynurza się świat. Prawda, że to dobry sposób na rozpoczęcie dnia?
Nie ma dla Was rzeczy niemożliwych. Robicie spływy także jesienią i w zimie!
Od ponad dwudziestu lat organizujemy tzw. Flintę Kowalową. To Rafał Kowalczuk (zwany Kowalem) wpadł na ten pomysł. Flinta to rzeka, którą komfortowo daje się spłynąć tylko na przełomie lutego i marca. Meandruje i ma liczne przeszkody. Cała zabawa polega więc na tym, żeby ją pokonać, nie mocząc nóg w lodowatej wodzie. Płyniemy w grupie i uczymy się współpracy w zespole. To też bezcenne doświadczenie w dobie powszechnej samotności.

Co należy zrobić, żeby spływ się udał?
Zadbać o bezpieczeństwo i dobre towarzystwo w kajaku. Jak masz się z kimś męczyć, to weź jedynkę i płyń sama. Doskonałym sposobem na testowanie partnera lub partnerki jest rzeka Wełna; wymagająca, dość szybka, ze zwalonymi drzewami. Albo się zsynchronizujecie albo wywrotka gotowa.
A jeśli ktoś chce po prostu płynąć? Bez w skoków adrenaliny?
To najlepiej Wartą. Jest szeroka, spokojna, wybacza błędy. Polecamy ją początkującym kajakarzom i rodzinom z dziećmi. Wsadzacie pociechy na tratwę, dajecie im patyk ze sznurkiem i chrupkiem dla ryb i w drogę! Fascynującym doświadczeniem jest rozpoczęcie rejsu… pod katedrą w Poznaniu. Można się wsłuchać, jak szum miasta zamienia się powoli w głuchą ciszę, cywilizacja – w dzikość.
Co robisz, kiedy akurat nie siedzisz w kajaku?
Po mamie i babci odziedziczyłam „zespół niespokojnych rąk”. Muszę ciągle coś nimi robić. Parę lat temu na promocji w supermarkecie kupiłam pirograf.
Brzmi jak niezbędna rzecz do każdego gospodarstwa… Co to?
Coś w rodzaju lutownicy, ale do wypalania wzorów w drewnie. Kupiłam to i przepadłam! Myśli przestają nagle galopować, kiedy skupiasz się na takiej pracy. Robię teraz warsztaty z pirografii dla dorosłych i dzieci.
Twój pomysł na udany dzień w stylu "slow"?
Przyjedź do naszej przystani wieczorem. Następnego dnia zjedz niespiesznie śniadanie. Potem zapakuj na tratwę rower i spłyń leniwym nurtem Warty do Stobnicy. Tam wsiądź na rower i wróć urokliwą ścieżką rowerową przez las do Obornik. Po drodze możesz zjeść przepyszną rybę w Przystanku Podniebienie (sprawdź wcześniej, czy są czynni). A na koniec dnia zrelaksuj się w naszej wodnej balii pod chmurką lub saunie.



To 690 kilometrów wodnej podróży przez zachodnią Polskę. Można wynająć houseboat na tydzień lub dłużej i przenieść się do krainy porannych nadrzecznych mgieł i kąpieli w krystalicznie czystych jeziorach.
Będziecie przeprawiać się przez kanały, mijać senne miasteczka i zatrzymywać się na rybę lub drinka w marinach. Tu nie da się przyspieszyć. Rytm wyznacza rzeka.
